Walka z otyłością – nowe możliwości farmakoterapii

Otyłość to choroba – przewlekła, trudna do leczenia, głęboko wpływająca na życie chorego w jego psychicznych i fizycznych aspektach. Nie dziwi więc rosnąca popularność „zastrzyków na odchudzanie”. Te – pierwotnie przeznaczone dla pacjentów z cukrzycą typu 2 – leki to światełko w tunelu dla osób od lat walczących z nadmierną liczbą kilogramów. Jak działają, jakie mogą mieć skutki uboczne i jak je bezpiecznie stosować wyjaśnia lek. med. Marek Chmielowiec, diabetolog i specjalista chorób wewnętrznych przyjmujący w Przychodni Miejskiej w Pieszycach

 

Jak to się dzieje, że tyjemy

otyłość-towfiqu-barbhuiya-unsplash.jpeg
Kiedy jemy, nasza trzustka wydziela insulinę. To hormon, który – mówiąc obrazowo – krąży we krwi i daje sygnał komórkom naszego ciała, żeby się otworzyły i wchłonęły glukozę, w którą organizm przekształcił jedzenie. Glukoza jest podstawowym źródłem energii dla naszych komórek, a więc i całego organizmu. Jeśli nie zużyjemy jej od razu – bo na przykład był to dodatkowy posiłek, przekąska spożyta podczas oglądania filmu na kanapie lub jazdy samochodem – komórki zamienią ją w tłuszcz w ciągu kilkudziesięciu minut i zgromadzą w komórkach tłuszczowych czy wątrobie na gorsze czasy. Gdy poczujemy głód, organizm w pierwszej kolejności sięgnie po te właśnie zapasy. 

Jeśli jednak jemy więcej, dostarczamy organizmowi więcej glukozy niż potrzebuje i spala, komórki magazynują coraz więcej tłuszczu i zaczynają rosnąć. Przybieranie na wadze jest więc dosłownie powiększaniem się naszych komórek pod wpływem nadmiernego magazynowania tłuszczu.   

Od insulinooporności do cukrzycy 

Więcej jedzenia to więcej glukozy we krwi, a to z kolei sygnał dla trzustki, by produkować więcej insuliny. Co ważne – jest to prawidłowa reakcja organizmu. Jesteśmy tak zaprogramowani, by utrzymywać poziom glukozy we krwi w dość wąskim zakresie bez względu na to, co właśnie robimy i jaki prowadzimy styl życia. 

W pewnym momencie dochodzi jednak do buntu – komórki nie chcą dalej rosnąć, więc obojętnieją na sygnały insuliny, która każe im wchłaniać glukozę i magazynować tłuszcz. I tu zaczyna się błędne koło – niewchłonięta glukoza krąży we krwi, więc trzustka produkuje jeszcze więcej insuliny w nadziei, że zbombardowane nią komórki zaczną reagować. To jednak sprawia, że komórki robią się jeszcze bardziej odporne, a my zaczynamy mówić o insulinooporności. 

Insulinooporność sama w sobie nie jest chorobą. Jest mechanizmem obronnym naszego organizmu, konsekwencją otyłości. Chorobą jest cukrzyca typu 2, do której dochodzi, gdy trzustka kapituluje i przestaje produkować wystarczającą ilość insuliny, a komórki wchłaniać cukier. Ten typ cukrzycy – choć zależny od naszych działań, bo najczęściej sami do niego doprowadzamy – jest najpowszechniej występującym na całym świecie. 

Leki na cukrzycę czy „zastrzyki na odchudzanie”

Zdjęcie ilustracyjne. Photo by Mufid Majnun on Unsplash
Analogi GLP-1 podawane w formie zastrzyków, bo to one zyskały w ostatnich latach ogromną popularność, naśladują działanie naturalnych hormonów jelitowych (GLP-1), które są wydzielane po posiłku. Dzięki nim przestajemy odczuwać głód, a zaczynamy czuć się syci, najedzeni. Mówią nam, kiedy znowu jesteśmy głodni. Hormony te działają jednak bardzo krótko, a osoby chorujące na otyłość mogą mieć zaburzone jego wydzielanie lub działanie. Zazwyczaj nie odczuwają sytości tak samo jak człowiek zdrowy. 

Leki stymulują ośrodek sytości w mózgu, co prowadzi do zmniejszenia apetytu i przyjmowania mniejszej ilości jedzenia, a to z kolei może prowadzić do redukcji masy ciała. W leczeniu cukrzycy liczy się powodowana przez lek regulacja wydzielania insuliny i glukagonu, a w rezultacie zmniejszenie stężenia glukozy na czczo i po posiłkach.

W ten sposób leki pierwotnie przeciwcukrzycowe stały się znane również jako „zastrzyki na odchudzanie”. Choć funkcjonują już na rynku około 20 lat, w Polsce zrobiło się o nich głośno całkiem niedawno. Przed pandemią m.in. Ozempic – jeden z popularniejszych analogów GLP-1 – został wpisany na listę leków refundowanych dla osób z zaawansowaną cukrzycą. Zaczęło go stosować więcej chorych, więc i zaczęło się więcej mówić i częściej dostrzegać jego działanie odchudzające. 

W Polsce do niedawna tylko jeden analog GLP-1 (liraglutyd) miał rejestrację w leczeniu otyłości. Ostatnio dołączył do tej grupy tirzepatyd (Mounjaro). Jeśli pacjent z otyłością decyduje się na ich przyjmowanie to musi to zrobić za pełną odpłatnością, bez korzystania z refundacji. Chyba, że dodatkowo choruje na cukrzycę i spełnia dość wymagające kryteria refundacyjne.

Dlaczego nie wszyscy chudną

Szacuje się, że leki działają w 80 proc. przypadków. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że to nie jest cudowny sposób na zrzucenie kilku kilogramów przed urlopem na plaży. A tak niestety zaczęli promować te leki celebryci na całym świecie. 

Kiedy zastrzyki mogą nie zadziałać? Przede wszystkim, gdy mamy nierealistyczne oczekiwania. To leki służące do leczenia cukrzycy i otyłości – poważnych i skomplikowanych chorób. 2 centymetry więcej w talii, gdy mówimy o szczupłej osobie z wagą ciała w granicach normy, to nie jest choroba. 

Reakcja organizmu, jak na każdy lek, może być bardzo indywidualna. Różnice w metabolizmie, dieta, ruch, przestrzeganie zaleceń dotyczących dawkowania – to wszystko może mieć wpływ na to, czy schudniemy, a jeśli tak – w jakim tempie i ile. 

Zdjęcie ilustracyjne. Photo by Louis Hansel on Unsplash
Zastrzyki powinny być częścią większego, ustalonego wspólnie z lekarzem planu leczenia pacjenta z otyłością. Ułatwiają one chudnięcie, są fizjologicznym wsparciem, bez którego często pacjentowi nie udałoby się zrzucić tylu kilogramów, ale mimo wszystko nie obejdzie się bez zmiany diety (liczy się też to co jemy, a nie tylko ile) i aktywności fizycznej. Bardzo często ważna jest też praca z pacjentem na poziomie psychologicznym i znalezienie mechanizmów, które do otyłości doprowadziły. Bez wypracowania nowych nawyków i strategii na funkcjonowanie po odstawieniu leków, bardzo łatwo wrócić do poprzedniej wagi. 

 

Skutki uboczne leków vs. konsekwencje otyłości

Leczenie analogami GLP-1 jest zazwyczaj długotrwałe i często wiąże się z występowaniem skutków ubocznych. Większość pacjentów odczuwa jakiegoś rodzaju dolegliwości: nudności, bólu brzucha o różnym nasileniu, refluks, wzdęcia czy wymioty. Zdarzają się też poważniejsze, choć na szczęście rzadko, potencjalnie niebezpieczne skutki, jak zapalenie trzustki czy hipoglikemia u pacjentów leczonych innymi lekami przeciwcukrzycowymi.

Osoby z otyłością wraz z lekarzem muszą podjąć decyzję, czy akceptują możliwość wystąpienia skutków ubocznych, zyskując jednak w większości przypadków redukcję masy ciała. Zdrowotne konsekwencje otyłości są ogromne – od nadciśnienia, przez miażdżycę, aż do zawału czy udaru – więc często skutki uboczne tych leków, nawet dość intensywne, są „mniejszym złem”.

W mediach pojawiały się też informacje o depresji i myślach samobójczych, które miały powodować analogi GLP-1, jednak doniesienia te nie zostały póki co potwierdzone w przeprowadzonych badaniach klinicznych. Jeśli u pacjenta pojawią się jakiekolwiek niepokojące objawy, powinien oczywiście omówić je ze swoim lekarzem. 

Społeczne postrzeganie otyłości 

Postęp wiedzy medycznej sprawia, że zaczynamy w końcu myśleć o otyłości jak o każdej innej chorobie. Trudnej, z wieloma możliwymi przyczynami fizycznymi czy psychicznymi, ale możliwej do leczenia i wyleczenia. To powoli zdejmuje piętno z osób otyłych, które nie dość, że mierzą się z niełatwym procesem zdrowienia, to muszą sobie radzić również ze stereotypami i obiegową opinią jakoby były leniwe i zaniedbane. Naprawdę niewiele jest chorób, przy występowaniu których ludzie potrafią być równie niesprawiedliwi. O chorych z arytmią, zaburzeniami funkcji tarczycy czy nowotworem przecież tak nie pomyślimy, chociaż do ich wystąpienia często też sami możemy się przyczynić.

 

Zobacz również:

Przewiń do góry