Życie bez prądu – możliwe?
Bożena Uścińska | 29.09.2025 r.

– Tato, pani w szkole mówiła, że nie będzie prądu i nie naładujemy komórek. To prawda? – krzyczy od progu wasz ośmioletni syn, Staś.
– Zmień buty i idź do kuchni. Zaraz porozmawiamy – odpowiadasz.
– Pani powiedziała, że niedługo będzie wojna – zaczyna chłopiec sadowiąc się za stołem kuchennym. – Ale Antek mówi, że tylko tak nas straszą.
– Rozmawialiście o wojnie? – twoja stojąca przy kuchence żona gwałtownie odwraca się i z wyraźnym niepokojem czeka na odpowiedź najmłodszego dziecka.
– Tak, trochę – przytakuje chłopiec. – My jeszcze nie pójdziemy do wojska, bo jesteśmy za mali. Tylko tatę mogą zabrać. Pojedziesz naszym autem?
– Synku, nigdzie się nie wybieram. I nie zabieram nigdzie auta – uspokajasz malca.
– Jak ciebie nie będzie, mogę włączyć komputer w twoim pokoju? Przecież muszę gdzieś grać – w głosie syna wyczuwasz niepokój, który mocno cię porusza. – Pani powiedziała, że jak wybuchnie wojna, to w szkole nie da się włączyć ani komputerów, ani światła. Będziemy się uczyć po ciemku? Wyjdziemy na przerwę? Na ciemny korytarz?
– Maju – zwracasz się do żony – chyba trzeba poważnie porozmawiać z dziećmi, co robić, gdyby na dłużej zabrakło prądu. Poczekamy do powrotu Damiana i Anetki?
– Tak, koniecznie! – przytakuje żona i wraca do gotowania.
– Stasiu, mama da ci teraz obiad. Potem szybko spakuj rzeczy na basen. A jak wrócimy z pływalni, to porozmawiamy o tym, co usłyszałeś dzisiaj w szkole.
Blackout
– Słuchajcie, Staś ma wiele pytań dotyczących sytuacji, gdy przez dłuższy czas nie ma prądu – zwracasz się do rodziny siedzącej przy kuchennym stole. – Trzeba wtedy…
– Polubić czytanie książek, kupić planszówki i nauczyć się ze sobą rozmawiać – przerywa ci córka. – Już to przerabialiśmy w zeszłym tygodniu! Przecież ma być wojna i mamy umieć zapewnić sobie rozrywki bez dostępu do Internetu.
– Rozmawialiście już o tym w szkole? – żona jest wyraźnie zaskoczona. – Myślałam, że dopiero od nas dowiecie się, czym jest blackout.
– Stasiu, to angielskie słowo – wyjaśnia bratu Damian. – Oznacza, że nagle i na długo nie będzie dostawy energii elektrycznej. I to na bardzo dużym obszarze, nawet w całej Polsce. Może ją wywołać elektronergetyczna awaria systemowa lub klęska żywiołowa.
– Mamo, co on mówi? – pyta wasz ośmiolatek.
– Synku, Damian wyjaśnia to, o czym rozmawialiście w szkole. Czasami się tak zdarza, że całe miasto może nie mieć prądu. Na przykład w Szczecinie…
– U cioci Renaty?
– Tak – kontynuuje twoja żona. – W 2008 roku w jej mieście był blackout, który trwał aż 5 dni. To była największa awaria sieci energetycznej na tamtym obszarze od zakończenia II wojny światowej.
– Co się stało? – pada kolejne pytanie Stasia.
– Wiał bardzo silny wiatr i spadł ciężki mokry śnieg. Aż 4 linie wysokiego napięcia zostały uszkodzone.
– Przypominam sobie – wtrącasz. – Aż pół miliona mieszkańców Szczecina nie miało prądu!
– Jak sobie wtedy radziła ciocia Renata? – dopytuje Anetka. – I inni?
– Wujek Andrzej zdążył przed blackoutem zrobić grill ogrodowy. Ciocia Renata przygotowywała na nim ciepłe posiłki, ale inni mieli gorzej – odpowiada twoja żona. – Przychodzili do nich sąsiedzi, bo nie działały ani kuchenki na prąd, ani na gaz.
– Kuchenki na gaz nie działały? – dziwi się Damian. – To po co zostawiliśmy naszą? Mówiłaś, że nas uratuje jak zabraknie prądu.
– Mama nie wiedziała, że przerwy w dostawie prądu na wielkim obszarze zakłócają również pracę innych mediów – wyjaśniasz. – Wyłącza się wtedy między innymi aparatura, która steruje przesyłem gazu.
– Dlaczego?
– Bo jest zasilana prądem – wyjaśniasz.
– Skoro wiedziałeś, to czemu mama zdecydowała? – Damian zadaje kolejne niewygodne pytanie.
– Kończymy ten temat! – ucinasz krótko.
– Ciocia Renata opowiadała, że w ruch poszły kuchenki turystyczne – pośpiesznie włącza się do rozmowy twoja lepsza połowa. – Ponoć całe osiedle wyglądało wtedy jak biwak, bo sąsiedzi gotowali na podwórkach albo na balkonach. Bali się używać kuchenek w mieszkaniach. Nie wiedzieli, czy są wystarczająco dobrze wentylowane.
– Kuchenki turystyczne są małe, mają po jednym palniku – stwierdza Anetka. – Ile można ugotować na takim sprzęcie? I ile trzeba butli albo naboi z gazem, żeby starczyło dla takiej rodziny jak nasza?
– Córcia – żona kładzie rękę na ramieniu Anety. – Nikt nie jest tego w stanie przewidzieć. Trzeba mieć zapas chociaż na tydzień. Trzeba też mieć latarki, świece, zapałki czy zapalniczkę oraz zapasy jedzenia, których przygotowanie nie wymaga prądu.

Latarki
– Słuchajcie, musimy kupić latarki czołówki – postanawiasz nagle. – Po zmroku ułatwią chodzenie w ciemnościach. Dzięki nim, ma się wolne ręce, więc cały czas można coś robić.
– Tata – wtrąca Damian. – Kupmy latarki wykorzystujące LED-y. Pobierają mało energii, więc dłużej nie trzeba będzie wymieniać baterii.
– Pani mówiła, że trzeba mieć zapas baterii – przypomina sobie Staś.
– „Do poruszania się po budynku wystarczą latarki wytwarzające ok. 300 lumenów. Na zewnątrz będzie potrzebna latarka emitująca przynajmniej 1000 lumenów” – czyta Damian, który od kilku minut szukał tej informacji w swoim telefonie komórkowym.
Naładowane, pojemne powerbanki
– I jeszcze powerbanki – dorzuca twój starszy syn. – Chyba wszyscy wiemy, że powerbank to małe urządzenie, dzięki któremu można naładować telefony i inny niewielki sprzęt elektroniczny. Pojemność powerbanków podawana jest najczęściej w miliamperogodzinach (mAh). Potrzebujemy model o dużej pojemności. Przykładowo, powerbank mieszczący 20000 mAh może naładować przeciętny smartfon ok. 5-6 razy (większość telefonów dostępnych obecnie na rynku jest wyposażona w baterie o pojemności 3000-5000 mAh).
– Ja nic nie rozumiem – buntuje się Staś.
– Nie musisz – odburkuje jego starszy brat. – Masz tylko pamiętać, że w razie czego, nie korzystasz z telefonu. Powerbanka i tak ci nie damy.
– Przestańcie – krzyczy twoja żona świadoma, że zaraz wybuchnie awantura. – Zawsze trzeba dbać, by telefon był naładowany! Przecież w każdej chwili może wam się przytrafić coś złego. Jak wezwiecie pomoc, jeśli telefon się rozładuje?
– Zaraz się zacznie – wzdycha Anetka, która niedawno otrzymała ostrą reprymendę od matki, bo nie odpowiadała na jej telefony. Nie pomogły tłumaczenia, że ładowarka została w domu.
– Kończymy na dzisiaj – postanawiasz zapobiec kłótni przerywając rozmowę. – Jeszcze nie raz będziemy rozmawiać, co robić na wypadek jakiegoś kryzysu. A teraz do łóżek!
Agregat prądotwórczy
– Maju, wrócę jeszcze na chwilę do naszej rozmowy z dziećmi – zwracasz się do żony, gdy jesteście już w sypialni. – Myślę, że powinniśmy kupić agregat prądotwórczy z silnikiem benzynowym albo na olej napędowy. Jak będzie odpowiednio mocny, zasili wszystkie sprzęty elektryczne w domu. Może być na stałe połączony z naszą domową siecią energetyczną i włączać się automatycznie, gdy zabraknie prądu.
– Pomyślimy o tym jutro – odpowiada bardzo już senna żona. – Acha, a jeśli kupimy agregat, to zadbasz o bezpieczne odprowadzenie spalin? I znajdziesz miejsce na zapas paliwa? Dobranoc!

Artykuł jest częścią cyklu „Głowa w równowadze”, w których psycholog Bożena Uścińska pomaga swoim czytelnikom i pacjentom Przychodni Miejskiej w Pieszycach spojrzeć na codzienne życie i spotykające nas wszystkich dylematy, trudności i problemy z perspektywy naszego własnego dobrostanu.
Zachęcamy do czytania, dumania i dzielenia się z nami swoimi spostrzeżeniami. Kolejny tekst już za dwa tygodnie.
Zobacz również:
-
O gotowości na każde zagrożenie
Wiecie jak się przygotować na pożar lub wybuch paniki w tłumie? Rząd wydał poradnik bezpieczeństwa wyjaśniający, co robić na wypadek kryzysów – od cyberataków, przez ekstremalne warunki pogodowe, do strzelaniny w szkole czy wojny. -
Jak się przygotować na kryzys?
Stres pourazowy pojawia się nie tylko po doświadczeniu wojny. To może być również wypadek samochodowy, klęski żywiołowe takie jak powódź czy pożar, diagnoza ciężkiej choroby. -
Nie tylko praca
Psycholog Bożena Uścińska w kolejnym felietonie z cyklu „Głowa w równowadze" podpowiada, jak na spokojnie i ze zdrowym rozsądkiem podejść to listy swoich zadań i obowiązków, by praca nie zdominowała naszego życia.
